Jaka jest Pana ogólna, acz ekspercka, opinia o polskiej kuchni?

Pierwsze skojarzenie, jakie mam z waszą kuchnią, to głęboki zapach i smak jedzenia wiejskiego, pochodzącego prosto z ferm. Druga myśl to doskonałe zupy, w których jesteście specjalistami. Trzecie skojarzenie natomiast to fakt, że polska kuchnia jest bardzo tłusta. Chciałbym jednocześnie zaznaczyć, że większość Polaków nie jest świadomych, co to jest prawdziwa polska kuchnia, prawdziwie polski smak. Te smaki, którymi delektowali się wasi dziadowie już niestety nie istnieją. Trudne lata komunizmu sprawiły, że gust Polaków bardzo się „spłaszczył”, a typowo staropolskie przepisy i sposoby przyrządzania dań przestały istnieć.

Nadal jednak macie wiele polskich specjalności. O zupach już wspomniałem. Drugą grupą potraw, którą możecie się chwalić są ryby. Te są doprawdy wspaniałe, ale niestety przez samych Polaków nadal pozostają nieodkryte. Większość ryb z mazurskich jezior trafia na eksport, więc zachwycają się nimi np. Niemcy, szczególnie w odniesieniu do wędzonego węgorza. Ryby niestety są drogie, co skutecznie ogranicza ich spożycie wśród Polaków. W zamian jecie np. sandacze sprowadzane z Azji, ale to już nie ten smak. Waszą specjalnością jest także dziczyzna – potraficie świetnie przygotować dzika, zająca czy sarnę.

Co Pan myśli o nawykach żywieniowych Polaków? Czym różnimy się od innych nacji?

Jecie bardzo tłusto i niezdrowo. Schabowy? Na głębokim oleju. Pierogi? Z okrasą i skwarkami. Takich przykładów jest wiele – niektóre potrawy można przyrządzić mniej tłusto, bez straty dla walorów smakowych. Tłuste posiłki to jednak w dużej mierze efekt tego, że jesteście ludźmi bardzo ciężko pracującymi, więc musicie odżywiać się kalorycznie, nawet kosztem zdrowia. Jestem jednak wyznawcą zasady, że najważniejsze w jedzeniu jest to, aby ono nam po prostu smakowało! Przede wszystkim smak, potem wygląd, a dopiero w dalszej kolejności zdrowie. Sam jestem najlepszym przykładem takiego podejścia. Liczenie kalorii zabija przyjemność z jedzenia. Natomiast zawsze po takim niezdrowym posiłku zalecam trochę ruchu, by jednak nie zaniedbać zdrowia całkowicie.

Innym obrazem, który rzuca mi się w oczy, gdy obserwuję Polaków przy stole to fakt, że jecie bardzo szybko. Nie przywiązujecie zbyt dużej uwagi do tego, co macie na talerzu. Nie delektujecie się tymi frykasami. Powinniście więcej czasu spędzać przy stole, niekoniecznie jedząc więcej. Niech każdy obiad to będzie uczta, nie tylko dla żołądka, ale i dla oczu.

Które polskie dania uważa Pan za przereklamowane, a które natomiast zasługują na więcej atencji ze strony Polaków?

Niezwykłą potrawą jest polski żurek. Nikt nie potrafi go tak przyrządzić jak Polacy. Z pewnością to jest wasze popisowe danie i śmiało możecie żurkiem podbijać świat. Przestrzegam jednak, że właściwe przygotowanie żurku jest niesamowicie trudne. Wszystko tkwi w detalach, zupa musi stać na odpowiedniej mące czy zakwasie. I to, co najważniejsze przy żurku – cierpliwość! Przygotowanie naprawdę znakomitego żurku wymaga bardzo dużo czasu. Inna świetną potrawą, której chyba nie doceniacie i traktujecie nieco z rezerwą są wasze kopytka. Znakomite.

Mówi się, że Polacy są bardzo podatni na modę żywieniową z zagranicy. Falami przychodzi popularność na kuchnię np. amerykańską, wietnamską, sushi czy ostatnio na slow-food. Co więc czeka nas następnego? Jakie potrawy zyskały dużą popularność za granicą, a w Polsce jeszcze nie zaistniały?

To prawda, widać wyraźnie, że Polacy chętnie przyjmują trendy zagraniczne. Do tych wymienionych dodałbym jeszcze okres popularności kuchni z Bliskiego Wschodu i potraw takich jak falafel czy humus. Co będzie następne? Stawiam na wietnamska kanapkę banh-mi. To znakomita przekąska budowana na świeżej bułce francuskiej. Mam nadzieje, że niedługo ten przysmak zawita do Polski.

Uważam również, że czeka was duży rozwój rynku kawowego. W Polsce wciąż wiele gatunków i smaków kawy jest nieodkrytych, choć wasza świadomość w tym zakresie ciągle wzrasta. Liczę, że powstawać będzie coraz więcej małych kawiarenek z ręcznie parzoną kawą, importowaną np. z Ameryki Południowej.

Żywił się Pan już w każdym zakątku świata, próbował zapewne wszystkich specjałów dostępnych na świecie. Jaki najdziwniejszy smak zagościł kiedykolwiek w pana ustach?

Niezapomnianym smakiem pozostaje ratatouille ze znakomitym bakłażanem. Wyjątkowym owocem jest egzotyczny dżakfrut – smak jest nawet przyjemny, natomiast sam zapach jest odrażający. Specyficznym przeżyciem jest także konsumpcja kaktusa. Jadłem również węża, ale jego smak jest dość powszechny – nie różni się znacząco od kurczaka. Na Bliskim Wschodzie polecam natomiast skosztować liści wina – są kwaśne i gorzkie.

Przejdźmy do końca uczty. Desery. Pana faworyci?

Wszystko z czekoladą! Ponadto słodkie kremy. Nie jestem natomiast fanem ciastek na kruchym cieście. Z moich obserwacji wynika, że w Polsce bardzo dużą popularnością cieszy się włoskie tiramisu. Przestrzegałbym jednak przed powszechnym spożywaniem tego smakołyku. Bardzo rzadko trafiam na naprawdę udane tiramisu. Smaczne tiramisu musi być drogie w przygotowaniu, a co za tym idzie mieć relatywnie wysoką cenę. Warto więc jeść jedynie to tiramisu, na które użyto najlepszego amaretto, biszkoptu, mascarpone czy kawy. A tak w ogóle to ja rzadko jadam desery po posiłkach – zdecydowanie wolę kończyć smaczną kawą.

Pracował Pan w kuchniach całego świata. Także z Polakami. Jaka jest Pana ocena polskich kucharzy?

Uważam, że Polscy kucharze są naprawdę świetni. Bardzo się rozwinęli w ostatnim czasie, szybko chłoną wiedzę i trendy z innych kuchni i nacji. Mam jednak poczucie, że czasami polscy specjaliści są w kuchni zbyt szybcy. Za bardzo się spieszą z poznawaniem kolejnych smaków i dań, jednocześnie zaniedbując podstawy prawidłowego gotowania. Czasami po prostu brakuje im gruntownej wiedzy. Powinni bardziej skupić się na klasycznych daniach, a dopiero później próbować swoich sił w bardziej wyszukanych kompozycjach. Podziwiam natomiast fantazje Polaków w kuchni – w tym chyba nikt wam nie dorównuje.