aka jest geneza Twojej fascynacji sportami walki?

Od najmłodszych lat byłam dziewczyną lubiącą sport i to ze wzajemnością. Jeździłam na szkolne zawody w koszykówce, piłce ręcznej czy unihokeju. Starałam się być aktywna, aby stracić nieco kilogramów i wzmocnić organizm. Ze sportów drużynowych przeszłam na sporty walki, bo te są bardziej przekrojowe – angażują każdy mięsień i każdą część ciała. Od razu poczułam, że to jest to, w czym chciałabym się sprawdzać, rozwijać i przeć na szczyt. Po pół roku treningów zostałam mistrzynią Polski w tajskim boksie, ale chciałam więcej. Zaczęły się wyjazdy na zawody międzynarodowe, na których zdałam sobie sprawę jak popularne są sporty walki w wykonaniu kobiet poza Polską. Sukcesy zagraniczne sprawiły, że poczułam się naprawdę mocna i wiedziałam, że jeżeli będę sumiennie trenować to mogę odnieść duże sukcesy.

Rodzice i bliscy nie zniechęcali córki do tak nietypowej pasji?

Oczywiście, rodzice w pierwszej kolejności chcieli, abym się uczyła i zdobyła wykształcenie. Ja jednak miałam własny pomysł na swoje życie. Postawiłam się. Byłam zdeterminowana by pozostać przy sportach walki. Nigdy w siebie nie zwątpiłam i swoim charakterem i charyzmą udowodniłam, że wiedziałam co robię. Mój tata do dziś jednak mnie prosi, abym już skończyła ze sportem. Chce bym była bliżej rodziny. Dla mnie to jest ciężkie, bo czuję się rozdarta – z jednej strony jest rodzina, która jest dla mnie absolutnym filarem życia, a z drugiej sport, który wiąże się z ciągłą nieobecnością w domu, zawodami, obozami i walkami. Wiem jednak, że teraz trwa moje „pięć minut” i muszę z nich wycisnąć maksa. Tak, abym za kilka lat, gdy już wygodnie usiądę w fotelu, mogła z pełnym przekonaniem powiedzieć, że zrobiłam wszystko by zajść jak najwyżej.

Zgadasz się, ze stwierdzeniem, że sporty walki są kontuzjogenne?

Nie zgodzę się z tą teorią. Oczywiście, to sport kontaktowy więc z definicji ryzyko urazów jest nieco większe, ale jeżeli wszystko wykonuje się z głową i z zachowaniem podstawowych zasad to można przewalczyć karierę bez żadnych poważnych urazów. Istotne znaczenie mają oczywiście uwarunkowania genetyczne oraz styl życia – dieta, odpoczynek, fizjoterapia, sen czy trening. Zwracam uwagę, że reprezentanci sportów walki przechodzą również bardzo szczegółowe badania medyczne – tomografię, rezonans magnetyczny, kontrole krwi czy rentgen. Jeśli więc zawodnik otoczony jest profesjonalną opieką trenerską i medyczną to ryzyko problemów zdrowotnych jest niewielkie. Ja, poza mechanicznym urazem ręki, przez 14 lat kariery nie odniosłam żadnej poważniejszej kontuzji.

Często pojawiały się u Ciebie chwile zwątpienia w to, co robisz?

Takie chwile bywały, ale szybko je przełamywałam. Pamiętam jedną ze swoich walk, gdy po 1. rundzie przegrywałam, ale na drugą część wyszłam bardzo mocno, wyprowadziłam tę walkę na swoją korzyść i udowodniłam sobie, że choć małe chwile niepowodzeń zawsze mogą się pojawić, to zawsze też będę w stanie je pokonać. Początkowo niedogodnością zniechęcającą do kontynuacji tej drogi była dla mnie również sytuacja finansowa – przez pierwsze 10 lat swoich walk wsparcie sponsorów nie było wystarczające do pokrycia wszystkich kosztów, więc musiałam korzystać z własnych środków, co było dla mnie znaczącym obciążeniem finansowym.

Jakimi argumentami przekonałabyś rodziców i młodzież, że sporty walki nie niosą za sobą podwyższonego ryzyka kontuzji i warto założyć rękawice?

Sport, a już szczególnie sporty siłowe i kontaktowe, wzmacniają zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ciężki trening uczy cierpliwości, pokory, ale i udowadnia, że sukces i powodzenie zależy od chęci i determinacji. Sukces w sporcie to nie tylko medale i wygrane zawody, ale również przełamywanie własnych ograniczeń nawet, jeżeli dotyczy to sportu amatorskiego. Cieszę się, że na treningach jest coraz więcej młodych osób, wręcz dzieci – to świadczy o dużym zaufaniu rodziców i trenerów. Liczę, że sporty walki będą się w Polsce dalej rozwijać, do czego przyłoży się rosnące od lat zainteresowanie mediów naszymi walkami.