Nie inaczej było i w tym przypadku. Wyjazd z ekipą telewizyjną na zdjęcia, w ostatniej chwili zamówienie na dodatkowy materiał, robiony tak przy okazji, po drodze. Jest rok 2011, mam sporo kilogramów nadwagi, dwuletnią córkę, ponad 10-letni staż pracy i kompletny brak pomysłu na siebie. W Spale mam zrobić  wywiady z aktorami, którzy przygotowują się do jakiegoś biathlonu, decathlonu czy innego dziwactwa. Nic mnie to nie interesuje. Kolejny debilny materiał, wrzutka znajomego znajomego do podpromowania w naszym programie. Znacznie bardziej interesuje mnie, że już za kilka godzin będę w Łodzi na Fashion Week. A tam na pewno dużo znajomych, jakiś bankiecik, wódeczka i inne lanserskie atrakacje.

Aktorzy do Spały nie dojeżdżają. Adamczyk gra spektakl, Topie przedłużyły się zdjęcia do filmu, a Karolak ma spotkanie w teatrze. Sprawca całego zamieszania wiję się i pręży próbując ratować beznadzieję sytuacji, a ja nie ukrywam swojej wściekłości. Facet ów to Michał Drelich, szef agencji marketingu sportowego, która próbuje wypromować w Polsce triathlon, a w przyszłości zorganizuje zawody serii Ironman w Gdyni. Projekt polega na zaangażowaniu w ten sport znanych osób i pokazanie, że każdy może spróbować swoich sił na dystansie 1,9 km pływania, 90 km roweru i 21,1 km biegu. Michał próbuje wytłumaczyć mi na czym polega jego wizja, a ja z każdą minutą coraz łapczywiej pochłaniam kolejne dawki epickich historii. Mija rok, setki godzin treningów, a ja stoję na starcie mojego pierwszego półironmana.

Tak zostałem triathlonistą i zacząłem swoją zupełnie nową drogę życia. Bo sport wytrzymałościowy to coś więcej niż tylko fizyczne hobby. To filozofia i sposób życia, dla ludzi twardych i wytrwałych. Tu każdy walczy i próbuje pokonać nie tylko przeciwników, ale przede wszystkim siebie. I to niekoniecznie podczas zawodów. Każdy dzień, każde wyjście na trening, łączenie życia rodzinnego, zawodowego i sportowej pasji wymaga niezwykłej determinacji i wyrobienia w sobie nadzwyczajnych cech wolicjonalnych. Codzienne pokonywanie swoich słabości, walka z wszelkimi przeciwnościami i ograniczeniami to wielka sztuka, ale i wielka satysfakcja. Największa, kiedy wycieńczeni, upodleni, ale niewyobrażalnie szczęśliwi przekraczamy linię mety. To radość i poczucie spełnienia trudne do porównania z czymkolwiek innym. Przez ostatnie cztery lata musiałem się mierzyć z podobnymi problemami niemal codziennie, ale i wiele razy przeżywałem cudowne, niezapomniane chwilę, które nakręcały mnie w codziennym życiu. Dzięki triathlonowi stałem się innym, lepszym człowiekiem. Zadowolonym, akceptującym, a nawet dumnym z siebie, pozbawionym idiotycznych kompleksów, pomocnym, wydajnym w pracy i zaangażowanym w rodzinie.

Od samego początku uznałem, że swoimi wrażeniami i doświadczeniami będę się dzielił z innymi, dając jednocześnie upust swym publicystycznym ambicjom. Początkowo pisywałem felietony do branżowego portalu, ale kilka miesięcy temu uznałem, że czas najwyższy zrobić coś więcej. Coraz więcej pytań od innych amatorów, ale także miłe słowa ze strony  zawodników, którzy czytywali moje teksty skłoniły mnie do założenia własnego bloga totalneporuszenie.pl. Wiele osób mnie pyta, czemu nie wykorzystałem swojego imienia i nazwiska?! Mimo że na razie piszę głównie o własnych przeżyciach i doświadczeniach sportowych, docelowo chcę stworzyć platformę dla ludzi aktywnych. Ludzi, którzy mimo dorosłego wieku, pracy, rodziny nie rezygnują ze sportowych marzeń, stawiają sobie jakieś cele i chcą je realizować. Chciałbym zaprosić do współpracy i publikowania również innych, a to wyklucza firmowanie strony tylko moją osobą. Stąd też „totalne poruszenie” – chcemy zachęcić do ruchu jak najwięcej osób. To nie jest strona o triathlonie. Właściwie każdy, kto uprawia jakiś sport ma znaleźć coś dla siebie. Oczywiście dużo czasu będziemy poświęcać bieganiu, kolarstwu czy pływaniu, bo to najbardziej masowe dyscypliny, ale nie może również zabraknąć miejsca na inne sporty, tematy dotyczące diety, bezpieczeństwa, zdrowia czy aktywności całej rodziny. To jest blog o codziennym życiu sportowca-amatora, a jak to w życiu bywa, każdy dzień przynosi jakieś nowe wyzwania. Przede wszystkim mam nadzieję, że opisywane przeze mnie tematy będę motywować i zachęcać innych do „poruszenia” tyłka z kanapy, niezależnie od tego, kto jakie ma ambicje.

Na razie większość tekstów piszę sam, ale zachęcam również do publikowania moją żonę. Joasia kilka lat temu, po urodzeniu dziecka zaczęła biegać, ale ma zupełnie inne podejście do sportu niż ja. Robi to tylko i wyłącznie dla siebie, bez potrzeby rywalizacji, startu w zawodach. Myślę, że jej pomysł na ruch może stanowić fantastyczną inspirację dla wielu osób, szczególnie tych, które dopiero zaczynają.

Oczywiście Totalneporuszenie jest także obecne na mediach społecznościowych. A kolejnym krokiem, który właśnie zaczynamy realizować jest kanał na Youtube. Podczas tych kilku lat poznałem wielu niezwykłych ludzi, amatorów i zawodowców. Na kanale będziemy umieszczać zarówno porady, testy jak i relacje z różnych wydarzeń, gdzie się pojawimy. Totalne Poruszenie to przede wszystkim projekt, który ma inspirować. Pomagać w znajdywaniu motywacji i dawać proste rozwiązania jak spełniać swoje sportowe marzenia. No bo skoro mnie się udało, to  każdy ma szansę.