o sprawiło, że zainteresował się Pan triathlonem i następnie podjął Pan decyzję o udziale w zawodach?

Miałem nieco ponad 30 lat. Potrzebowałem nowego wyzwania, czegoś, co podniesie moje poczucie własnej wartości. Przez przypadek dostałem propozycje nie do odrzucenia – przez 10 miesięcy miałem się przygotować do ½ Ironmana. 1900 metrów pływania, 90 km na rowerze i 21,1 km biegu. Latem 2011 roku brzmiało to dla mnie jak zimowe wejście na K2, ale uznałem, że to być może ostatnia szansa, żeby zrobić coś niezwykłego w swoim sportowym życiu. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że tamta decyzja zdeterminuje całe moje późniejsze życie.

Jak wyglądają Pana przygotowania do triathlonu?

Trenuję profesjonalnie pod okiem specjalisty, przy wykorzystaniu nowoczesnych urządzeń treningowych, takich jak zegarek multisportowy z funkcjami GPS, pomiarem tętna, pomiarem kadencji kroku, ilości cykli w pływaniu. Używamy też kolarskiego pomiaru mocy i trenażera. Wszystkie dane i parametry przesyłane są do specjalnej aplikacji i trener ma możliwość na bieżąco monitorowania całego procesu trenigowego. Co ciekawe, na żywo widujemy się czasem tylko kilka razy w roku. Ale oczywiście przede wszystkim musi zostać wykonana ciężka praca. Przygotowania do nowego sezonu triathlonowego zaczynamy około listopada, ewentualnie początku grudnia po 6-8 tygodniach odpoczynku. Zimą trenuję sporo biegania i pływania plus treningi rowerowe na trenażerze w garażu. Im bliżej wiosny, tym coraz więcej akcentu kładę na rower i jazdę na zewnątrz. Ilość jednostek treningowych sukcesywnie wzrasta. Zaczynamy od 7-9 godzin tygodniowo w luźnym tempie. W szczytowym momencie dochodzi nawet do 16-20 godzin tygodniowo. A w przypadku przygotowań do Ironmana zdarzały się i tygodnie z ponad 20 godzinami treningu. Oczywiście taki scenariusz to plan optimium. A życie niestety weryfikuje plany sportowe. Praca, rodzina i inne wydarzenia komplikują życie sportowca mastersa. Sam przekonałem się o tym dobitnie w ostatnich 2 sezonach. W zeszłym roku rozerwałem ścięgno Achillesa i straciłem praktycznie sezon. W tym roku natomiast urodziło mi się drugie dziecko i swoje ambitne cele musiałem nieco przytemperować. Ale w tej całej zabawie trzeba znać umiar, mieć zdrowe podejście i zachować właściwe priorytety.

Który etap triathlonu jest w Pana ocenie najbardziej wymagający?

Dla mnie bez wątpienia to bieganie. W dzieciństwie trenowałem pływanie, więc tu mam stosunkowo dobre wyniki. Do jazdy indywidualnej na czas na rowerze (a tak ścigamy się w triathlonie) mam jako takie predyspozycje, więc tu też dobrze mi idzie. Natomiast do biegania talentu specjalnie nie mam i tu tracę najwięcej. Poza tym, to ostatnia dyscyplina na zawodach i trzeba mierzyć się z olbrzymim zmęczeniem, więc dla wszystkich to duże obciążenie. Generalnie triathlon wygrywa się na biegu. A w moim przypadku zazwyczaj przegrywa ;-)

Uczestnictwo w triathlonie to ogromny wysiłek dla organizmu. Czy każdy jest w stanie uprawiać tę dyscyplinę?

Na poziomie rekreacyjnym, na krótkich dystansach to sport dla każdego. Żeby się ścigać bardziej na poważnie trzeba włożyć w to po prostu mnóstwo pracy. Uważam, że dłuższe dystanse, takie jak ½ IM lub IM, wymagają dłuższych przygotowań i sprawdzenia, czy nie ma się żadnych medycznych przeciwwskazań. Na pewno nie powinno się tego robić na hurra.

Jak ocenia Pan swój poziom jako triathlonisty? Co zmieniło się w Pana treningu na przestrzeni lat?

„Profesjonalny amator” – czyli trenuję i ścigam się możliwie jak najbardziej wyczynowo, przede wszystkim liczy się dla mnie, jak wypadnę na tle lepszych rywali. Startuję 8-10 razy w sezonie i w każdych zawodach chcę walczyć o podium w mojej kategorii wiekowej i możliwie jak najwyższe miejsce w klasyfikacji generalnej. Teoretycznie wśród polskich agegrouperów jestem w szerokiej czołówce, ale oczywiście jest kilkunastu zawodników, którzy są na tę chwilę poza moim zasięgiem. Mimo to w tym sezonie udało mi się zdobyć 2 medale Mistrzostw Polski na krótszych dystansach. Z drugiej strony, inne dwie ważne imprezy kompletnie zawaliłem. Każdy start, w którym nie udaje mi się być w 5 proc. najlepszych zawodników uznaję za porażkę. Ale właśnie to porażki motywują mnie najbardziej.